Aus der Geschichte des Marktfleckens Pilchowitz cz.1. Duńskie wojsko pustoszy Pilchowice?

Kiedy swego czasu szukałem informacji o Łęgu i Kaziorze, czyli o dwóch miejscach w okolicy Leboszowic, po których do dziś zachowały się jedynie wspomnienia, ślady fundamentów i resztka zdziczałego sadu, ktoś wspomniał mi o panu Romualdzie Chromiku. Miał on posiadać jakieś bogato ilustrowane poniemieckie książki o historii naszej okolicy.

Młodsi czytelnicy niestety nie będą już pamiętać pana Chromika. Zamieszkiwał mały domek na ul. Leboszowskiej i często można było go spotkać jadącego na wielkim rowerze – takim go zapamiętałem.

Pewnego dnia udało mi się umówić z nim na wizytę. Po paru pierwszych nieśmiałych zdaniach nawiązała się pasjonująca rozmowa, która była kontynuowana w ciągu kilku kolejnych spotkań. Okazało się, że mój rozmówca ma fascynującą historię życia i choć samej książki nigdy nie zobaczyłem, to i tak nie był to czas stracony. Po części dlatego, że pan Romuald był weteranem II Wojny Światowej i mimo upływu czasu świetnie pamiętał fakty, anegdoty i różne historie z wojskowego życia. Po drugie, pokazał mi podniszczony zeszyt z jedną stroną starannie wypełnioną ręcznym pismem. Kiedy zobaczyłem pierwsze zdanie – a brzmiało ono jak główny tytuł tego artykułu –  jeszcze nie wiedziałem, jaki skarb trzymałem w rękach. Okazało się, że kiedy radzieccy żołnierze wkroczyli do Pilchowic, ich ofiarą padła również jedna z kronik naszej miejscowości. Pan Romuald opowiedział, że widział, jak w okolicy kościoła wyrywają kartki z jakiejś książki i robią z nich… skręty. Narażając się na pobicie, pozbierał kilka leżących kartek, a następnie przepisał treść, którą udało się odczytać.

Po jednym ze spotkań wypożyczyłem zeszyt i przepisałem kilka zdań o historii naszej wioski.

Kiedy przeczytałem artykuł Agnieszki Robok o naszej kronice, przesłałem jej dokument z zapiskami i doszliśmy do wniosku, że warto je opublikować, może nawet w postaci serii artykułów. Nadal nie wiemy, z której konkretnie kroniki pochodzą wspomniane zapiski: kościelnej, „ogólnej” czy jakiejś innej. Być może ktoś z Czytelników pomoże nam to wyjaśnić. Niemniej, jak przekonacie się Państwo z lektury kolejnych artykułów, tematyka była szeroka i traktująca o różnych aspektach życia Pilchowic. Nie wiemy, na ile wiarygodne są te zapiski, ale analizując fakty z historii Pilchowic oraz dostępne dokumenty, jak np. księgi parafialne, dochodzimy do wniosku, że ich autentyczność jest wysoce prawdopodobna.

Zapiski nie były ułożone chronologicznie, my jednak sięgnijmy po najstarszy z nich. Co prawda tematyka tego wpisu została częściowo omówiona w jednych z wcześniejszych numerów „Informacji…”, ale dla kompletności poświęcamy mu ten artykuł,.

„1625 von Truppen von Mansfeld, 1626 von Dänen geplündert. „

Jedno zdanie, które nawiązuje się do ogromnej tragedii rozgrywającej się na olbrzymich połaciach Europy, a której teatrem był również Śląsk wraz z Pilchowicami: Wojna Trzydziestoletnia, bo to o niej mowa, rozgrywała się w latach 1618 – 1648.  W założeniu wojna religijna między katolikami a protestantami, w praktyce przerodziła się w wojnę polityczną, w której na przykład katolicka Francja Burbonów walczyła o wpływy z arcykatolicką Hiszpanią Habsburgów.

Dla Śląska, będącego wtedy częścią austriackiego cesarstwa, wojna była o wiele bardziej niszcząca niż dla sąsiedniej Polski. Przez teren Śląska przetaczały się armie i bandy maruderów, a polską lekką jazdą, lisowczykami idącymi  w 1619 roku na pomoc cesarzowi Ferdynandowi, matki jeszcze w XIX wieku straszyły niegrzeczne dzieci.

W tych latach na skutek strat wojennych, pomorów, ucieczek i werbunków ubyła na Śląsku jedna trzecia ludności. Zniszczonych zostało 36 miast, około 1100 wsi, 113 zamków i warowni. 

Jedną z takich wiosek były Pilchowice. Wspomnienie o pochodzie protestantów jest nadal obecne w pamięci mieszkańców okolicznych ziem, przede wszystkim ze względu na bohaterską obronę Gliwic w 1626 roku. Pilchowice, posiadające ograniczone możliwości obrony, zostały splądrowane, jak podaje zapis w kronice dwukrotnie. Ziemno–drewniane umocnienia (istniały w latach 1578 – 1679, zniszczył je pożar*), jakimi miały być otoczone w tym czasie Pilchowice, nie stanowiły przeszkody dla wyszkolonego i żądnego łupów wojska.

Według przekazów w pobliskich Nieborowicach spalono wtedy kościół – z tym wydarzeniem związana jest też historia dzwonów, opisana przez Ingemara Klosa w książce „Legendarne dzwony naszej parafii”, do przeczytania której zachęcam. Szczególnie żywe wspomnienia tej wojny są w sąsiednich Leboszowicach, gdzie ponoć jeszcze niedawno podczas kopania piasku znajdowano kości oraz kule muszkietowe. Miały być to pozostałości dużej i krwawej potyczki lub wręcz bitwy, którą stoczyły wojska w dolinie Kampa (Kampie) leżącej między katolickimi Leboszowicami a protestancką (!) wtedy Smolnicą. Miejscowe przekazy wskazują jeszcze kilka miejsc pochówku ofiar wojny trzydziestoletniej w naszej okolicy – tzw. Byczą Górkę w Leboszowicach, dolinę potoku między Nieborowicami i Żernicą oraz pola między Żernicą a Smolnicą.

Nie powinno też dziwić, że naszą wieś w roku 1626 „odwiedzili” Duńczycy. Armie składały się wówczas z najemników, zawodowych żołnierzy, często pochodzących z nacji zamieszkujących odległe kraje. Wojna, z plądrowaniem i rabunkami, była kuszącym sposobem zdobycia majątku, mimo ryzyka utraty zdrowia i życia. Do dziś w wielu okolicach, gdzie przetoczyła się wojna, zachowały się nazwy do niej nawiązujące, np. Szwedzkie Wały (w pobliskim Kozłowie koło tzw. Starej Drogi, gdzie mieli obóz protestanci Mansfelda oblegający Gliwice) lub Schwedengraben (Forchheim w Bawarii), na pamiątkę obozujących tam wojsk. W naszej najbliższej okolicy obóz wojsk protestanckich miał znajdować się na Bargłówce.

Z wojną trzydziestoletnią w naszej okolicy związane jest lokalne podanie: w okolicy Leboszowic miała istnieć osada Schwedownik. Było to miejsce, gdzie prawdopodobnie osiedlili się dezerterzy z którejś z protestanckich armii. Jego umiejscowienie nie jest dokładnie znane, wskazuje się okolicę Łęgu, Kaziora lub tzw. Korlowca czyli niewielkie wniesienia za przejazdem kolejowym w kierunku Smolnicy, gdzie jeszcze na początku XX wieku stały domy. Mieszkańcy Schwedownika wymarli wskutek degeneracji lub, jak chce bardziej mroczna wersja opowieści, ponieważ z zemsty za rabunki i gwałty zatruto im studnie.

Z konfliktem z połowy XVII wieku pośrednio związane są inne fakty z historii Pilchowic. Miejscowość,  w wyniku wojny oraz klęsk żywiołowych po niej, mocno zbiedniała i ludności oraz właścicielom było coraz trudniej wywiązywać się z powinności  podatkowych. W konsekwencji w 1727 roku Pilchowice nabył ród Wengerskych i przyłączył do swojego majątku, od połowy XVIII wieku po wiek XIX zamieniając je w wielki plac budowy. Powstał wtedy murowany kościół, nowy pałac, klasztor. Na marginesie, protoplasta śląskiej gałęzi tego rodu, pułkownik Albert Krzysztof Węgierski, ponoć przybył na Śląsk właśnie w czasie wojny trzydziestoletniej.

Jak widać konflikt wywarł ogromny wpływ na naszą lokalną historię, a przy tym, co dziwne, pozostaje mocno zapomniany w powszechnej świadomości. Nie uzurpuję sobie prawa do posiadania kompletnej i bezbłędnej wiedzy o tamtych czasach, dlatego jeżeli ktoś z naszych Czytelników chciałby podzielić się swoimi informacjami czy nieznanymi faktami, bardzo proszę o kontakt.

Dodam, że w artykule celowo sygnalizuję niektóre tematy, pozostawiając P.T. Czytelnikom pole do własnych poszukiwań.

Tyle historii naszej okolicy można opowiedzieć w skrócie, w nawiązaniu do jednego zdania z kroniki. Chcielibyśmy kontynuować serię według kolejnych zapisków. Przed nami kolejny zachowany wpis – rok 1700, któremu zostanie poświęcony następny artykuł.

Krzysztof Waniczek

* opracowanie „700 lat Pilchowic – rys historyczny, autor mgr Bożena Magiera , dostępne pod adresem: http://www.doc.pilchowice.pl/700lat.htm