Legendy o stanickich utopcach

Nikt już w Stanicy nie pamięta, skąd przybyły do nas utopce i wodniki.

A bywały u nas utopce pod różnymi postaciami. Te najwcześniej u nas mieszkające, miały postać psa lub zająca, o nieco zielonkawej sierści. Nieczęsto wychodziły z wody lub szuwarów. Kiedy były głodne, przybierały postać krasnoludków, i pomagały młynarzowi w pracy za odrobinę pożywienia.

Takie to nieliczne utopki mieszkały tu jednak w bardzo odległych czasach.

W tamtych latach snuły się też po tutejszych bagniskach wodniki. Nikt tak dokładnie z bliska ich nie widział, wychodziły bowiem z bagiennych szuwarów po zmroku, i światłami – latarniami wskazywały wędrowcom drogę. Często jednak, zamiast wskazywać drogę do domu, zwabiały wędrowców w głębokie zapadliska i dla zabawy, wodziły ich całą noc po bagnie. Okropnie podobno się cieszyły, kiedy nad ranem ich ofiara ociekająca szlamem i błotem, ledwo mogła ustać na nogach ze zmęczenia.

            Najczęściej spotykało to powracających z wiejskiej karczmy mocno „wstawionych” gospodarzy, którzy  powrót do domu w opłakanym stanie tłumaczyli żonom psotami utopców, więc tak naprawdę, to wątpić należy, czy z tym błądzeniem wodniki miały rzeczywiście coś wspólnego.

Wodniki odeszły ze Stanicy, po osuszeniu tutejszych bagien, co działo się około 700 lat temu. Pozostały utopki w „Rusinowym stawie”, gdyż dobrze im tam było. Przybierały postać młodych chłopców, ich skóra miała zielonkawy odcień, i jak przekazywali niektórzy „starzikowie” , między palcami nóg i rąk mieli błony jak żaby, a na głowach włosy przypominające sitowie.

Wiadomo, że mieszkały z nami jeszcze do niedawna, a zmarła kilka lat temu mieszkanka „Rusinowego Młyna”, jako mała dziewczynka, nieraz nieźle się z nimi naużerała. Miały bowiem utopce swoje humory. Raz potrafiły pomagać młynarzowi w pracy przy ogromnych kamiennych żarnach, innym znów razem całymi dniami wylegiwały się na piecu do chleba, oddając się słodkiemu nieróbstwu

Największą frajdą dla utopków był przyjazd wiosną cygańskiego taboru. Siadały wieczorem w pobliżu cygańskich ognisk  i przypatrywały się przybyszom. Uwielbiały bowiem utopce słuchać cygańskiej muzyki na skrzypcach i ze smutkiem żegnały jesienią odjazdy cygańskiego taboru. W końcu zapragnęły same nauczyć się gry na tym instrumencie, co podobno doprowadziło je do zguby.

.           Jedna z wersji legendy o utopkach, tak bowiem  tłumaczy, dlaczego  opuściły one nasze stawy:

– Zgodzili się po wielu prośbach cyganie udzielić utopkom lekcji gry, lecz pod warunkiem, że pozwolą na obcięcie sobie  długich paznokci, które przeszkadzały by im w nauce gry na skrzypcach. Rade – nierade, zgodziły się utopki.

Zabrali się cyganie do roboty w ten sposób, że wkręcili utopcom palce w imadła i pilnikami spiłowali im szpony. Krzyki i wrzaski utopców słychać podobno było aż w sąsiednich wioskach. Obraziły się też strasznie na cyganów i okropną poprzysięgły im zemstę.

fot. A.T. Knapik. Szkolne przedstawienie o utopcach.

Pochowały się w wodzie i czekały na okazję. Zdarzyło się w końcu, że wybrali się cyganie łodzią na spacer po stawie. Rzuciły się wtedy utopce na łódź, chcąc ja zatopić wraz z pasażerami. Zobaczyli cyganie, ze śmierć bliska, a wtedy jeden z nich, chcąc okazać, że się ich nie boi, zdjął spodnie i pokazał utopcom goły tyłek. Ten widok skojarzył się utopcom z imadłem i wpadły w taki popłoch, że uciekły ze stawu i nikt ich już nigdy w Stanicy nie widział.

            Ta wersja zniknięcia utopców z tutejszych stawów, wciąż jest żywa w Stanicy, choć jako mocno „nieobyczajną”, nie przekazują jej wnukom babcie, krążyła ona  jedynie jako anegdota, opowiadana przy kufelku piwa w tutejszej gospodzie.

Może i jest w niej ziarno prawdy, no bo gdzie w końcu utopce się podziały, skoro zawsze w Stanicy było im dobrze?

Andrzej T. Knapik