Tragedia Górnośląska 1945

Tragedia Górnośląska obejmuje okres kilku lat od stycznia 1945 roku. W owym czasie górnośląski lud doznał szczególnego okrucieństwa ze strony Armii Czerwonej oraz władz radzieckich, a następnie PRL.

Na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku w środowiskach Ślązaków i śląskich Niemców ukształtowała się nazwa „Tragedia Górnośląska 1945”. Po latach milczenia zaczęto wydobywać z mroków historii tragiczne wydarzenia. Wkroczeniu Armii Radzieckiej towarzyszyła fala mordów, gwałtów, grabieży i wywózek do katorżniczej pracy w kopalniach i w obozach na Syberii dziesiątek tysięcy Ślązaków. Znaczna część internowanych nigdy nie powróciła. Ofiary sowieckich represji zmarły z powodu chorób, wycieńczenia albo zostały zamordowane. Nowa władza ludowa umieściła dziesiątki tysięcy Ślązaków i śląskich Niemców w obozach koncentracyjnych pod pretekstem ich współpracy z nazistami, co w przeważającej części było niezgodne z prawdą.

Setki tysięcy Ślązaków zostało poddanych także brutalnej weryfikacji narodowościowej. Setki tysięcy Ślązaków i śląskich Niemców zostało zmuszonych do wyjazdu za Odrę. Ci, którzy pozostali w Ojczyźnie, swoim Heimacie, byli szykanowani w miejscach pracy, szkołach i urzędach. Ze szczególnym brakiem tolerancji spotkało się używanie w szkołach godki śląskiej, a w miejscach publicznych – języka niemieckiego. Powszechnym procederem była przymusowa zmiana nazwisk i imion na polsko brzmiące.  Te i wiele innych krzywd, których doznali Ślązacy i śląscy Niemcy, pozostawiło w nich głębokie rany, które trudno do dziś zagoić.

DLATEGO ZWRACAMY SIĘ DO WSZYSTKICH LUDZI DOBREJ WOLI O POSZANOWANIE I WSPIERANIE PAMIĘCI TAMTYCH CZASÓW. WIERZYMY W ZNALEZIENIE DRÓG POJEDNANIA MIĘDZY WSZYSTKIMI MIESZKAŃCAMI GÓRNEGO ŚLĄSKA.

odezwa z okazji 75-lecia „Tragedii Górnośląskiej 1945” Klos Ingemar

Wydarzenia związane z wejściem tzw. „Rusów”- wojsk sowieckich na teren parafii Żernica opisuje dość szczegółowo wspaniały kronikarz dziejów parafii Żernica śp. ks. proboszcz Ernst Kiesling w swojej książce „Utracone dziedzictwo Heinricha Angermana” oraz kronice parafialnej. Przyjrzawszy się wnikliwie historii górnośląskich miejscowości tego okresu wiemy, że nie było takiego miasta, miasteczka, wsi czy osady, aby ich mieszkańcy nie zostali dotknięci tragicznymi wydarzeniami roku 1945 i lat późniejszych. Na temat „Tragedii Górnośląskiej 1945” mówi się coraz więcej, ale jeszcze nie w wystarczającym zakresie. Brak kompleksowego i rzetelnego podejścia do całości tematu skutkuje przeinaczeniami i przekłamaniami tego trudnego okresu. Odkrywanie powojennej tragedii górnośląskiej po dziesiątkach lat przymusowego milczenia zapoczątkował okres zmian ustrojowych w Polsce. To trzydzieści lat temu „DFK” i „Stowarzyszenie Tragedii Śląskiej 1945” zaczęło upamiętniać wywózkę Górnoślązaków do ZSRR.  Dopiero w późniejszym czasie zaczęto mówić o tysiącach Górnoślązaków i Niemców górnośląskich, którzy zostali uwięzieni w obozach na terenie Polski. Zaczęto również wskazywać na okrucieństwo żołnierzy sowieckich, które dotknęło szczególnie kilkaset tysięcy Górnoślązaczek. Trudno stopniować skalę tragedii i to, co ona z sobą przyniosła, ale bez wątpienia górnośląskie kobiety poniosły jedną z największych ofiar. Wstydliwym tematem były i są wspomnienia masowych, niejednokrotnie zbiorowych, gwałtów na dziewczynach, kobietach, staruszkach. Wiele kobiet, aby uniknąć zhańbienia, aby uniknąć kolejnych gwałtów uciekało się „do odejść honorowych” czyli samobójstw – podcinały sobie żyły i wskakiwały do studzien. Znane są przypadki dokonywania samobójstw zbiorowych, kiedy matka zabijała swoje córki i matkę (babcię) i później sama popełniała samobójstwo w ten sposób chroniąc się przed okropnościami. Szacuje się, że na Górnym Śląsku zostało zbezczeszczonych kilkaset tysięcy kobiet. Skala tego okrucieństwa była niespotykana nigdzie indziej. Wszak „dobry” współpracownik zbrodniarza Stalina, propagandzista Ilja Erenburg, nawoływał w swej propagandzie sowieckich żołnierzy do dokonania odwetu na ludności zamieszkującej ziemie niemieckie. Z gwałtów dokonanych przez czerwonoarmistów poczęło się tysiące niechcianych dzieci, które po urodzeniu były stawiane na marginesie życia społecznego. Mówiono na nie „Tyś je po Rusie” wskazując palcami. Setki tysięcy kobiet zostało zarażonych chorobami wenerycznymi, przeprowadzono dziesiątki tysięcy aborcji. Serca górnośląskich kobiet przez tę tragedię zostały przeorane bólem do głębi. W okresie drugiej wojny światowej tysiące Górnoślązaków zostało zmuszonych do różnych form poddaństwa i zależności wobec reżimu hitlerowskiego. Haniebnymi przypadkami było donosicielstwo i denuncjowanie osób, które były w organizacjach zależnych od reżimu hitlerowskiego. Niejednokrotnie te osoby zostały przymuszone życiem do przynależności w różnych organizacjach.

Amalia Klos

Tak też stało się z moją babcią (omom) Amalią Klos. Po to, aby jej syn, a mój ojciec mógł zostać przyjęty do szkoły pedagogicznej i mógł awansować społecznie, babcia wpisała się do jednej z organizacji kobiecych. Niestety wszystkie organizacje, również te kulturalne, były podporządkowane reżimowi hitlerowskiemu. Amalia Klos nie utożsamiała się z nazizmem hitlerowskim, zajmowała się jedynie dziećmi kultywując tradycje górnośląskie, takie jak choćby „pochód z goikiem na przywitanie wiosny” co możemy zobaczyć na okładce naszego czasopisma.

Rodzina Klos na wycieczce rowerowej
dzieci Józefa i Amalii Klos -Ewald, Szarlota i Heidi (od prawej)

W 1945 roku babcia została wydana sowietom, którzy wywieźli ją do obozu w Aktiubińsku na Uralu, gdzie w 1947 roku wieku 35 lat zmarła z głodu i wycieńczenia. Amalia osierociła trójkę dzieci – mego ojca i dwie córki Charlotte i Heidi. Jej mąż, a mój dziadek (opa) Josef Klos oraz jej syn, a mój ojciec Ewald Klos byli zesłani do obozów pracy w kopalniach Donbasu.

Józef i Ewald Klos wśród żernickich mandoliniarzy

Dziadek (opa) Josef wraz z innymi górnikami zgłosił się pod groźbą rozstrzelania na wezwanie sowietów do punktów zbornych w Gliwicach. Stamtąd po kilkunastu dniach podróży pociągiem w bydlęcych wagonach tzw. „krowiokach” w zimnie i głodzie, przy braku sanitariatów trafił do obozu pracy przy kopalni „Anienka”, gdzie przez trzy lata pracował jak niewolnik przez 12-14 godzin dziennie. Został zwolniony do domu w 1948 roku wraz z nieliczną grupą kolegów, którzy przeżyli katorżniczą pracę.

Zaświadczenie Państwowego Urzędu Repatriacyjnego wystawione dla Ewalda Klosa

Mój ojciec Ewald wraz grupą uczniów szkoły pedagogicznej w Nysie został przebrany w mundury Wehrmachtu i jako szesnastolatek zmuszony do kopania rowów przeciwczołgowych, które miały utrudnić ofensywę wojsk radzieckich w drodze na Berlin. Jednak Ewald wraz z kompanami niedoli szybko został pojmany i również trafił do jednej z kopalń Donbasu. Historię wojenną mego ojca warto szerzej opisać dlatego,  że jest bardzo przejmująca i pełna niesamowitych zdarzeń. W tym artykule tego wątku jednak nie podejmę, aby nie zakłócić głównego tematu – czyli cierpienia i trudnych przeżyć Górnoślązaczek. Górnośląskie kobiety okresu bezpośrednio powojennego zostały praktycznie bez środków do życia, ich żywiciele i żywiciele ich dzieci zostali wywiezieni do obozów w ZSRR. Wiele rodzin głodowało, wiele dzieci umarło z wycieńczenia. Przydomowe poletka na wsiach pomagały w jakiś sposób wegetować, jednak kobiety w miastach i ich dzieci były w tragicznym położeniu. Wśród tysięcy Górnoślązaków osadzonych w powojennych komunistycznych obozach koncentracyjnych było również wiele kobiet, które były poniżane, gwałcone, bite pałkami, aż do tego stopnia, że skóra oddzielała się od mięśni. Jedyną ich winą było to, że były Ślązaczkami lub śląskimi Niemkami. Nie możemy zapomnieć tamtych tragicznych wydarzeń i wielkiej ofiary, jaką poniosły górnośląskie kobiety tamtego okresu. My, następne pokolenie, spocznijmy w modlitwie nad ich mogiłami. Niech szacunek i pamięć przepełniona będzie wielką wdzięcznością za to, że jesteśmy. 

Ewald Klos podczas rozbiórki starego domu przy ul. Wiejskiej, obecnie Powstańców Śląskich.

Artykuł dedykuję wszystkim górnośląskim kobietom tamtego okresu.

                                                                                                                              Ingemar Klos


Materiały źródłowe:

– „Mieli wrócić za czternaście dni” E. Borkowska, U. Dylong, A. Jonderko

– „Rok ostatni- rok pierwszy, Gliwice 1945” B. Tracz

– „Cień Łambinowic” E. Nowak

– „Na płacz zabrakło łez” B. Waleński

– „Zgoda- Miejsce zgrozy” G. Gruschka

– „Tiurma- łagier Tost” S. Rosenbaum, B. Tracz, D. Węgrzyn

– „Mała zbrodnia” M. Łuszczyna

– „Dziennik księdza Franza Pawlara” L. Jodliński

– „Tragedia Górnośląska w miejscowościach podopolskich 1945” ks. P. Górecki

– „Oko za Oko” J. Sack

-„Wielka ucieczka” J. Thorwald