TRZEBA PO PROSTU GRAĆ – rozmowa z Bernardem Hajdukiem, wokalistą AEROPLANU

Waldemar Pietrzak: Cześć, zbliżają się Andrzejki, więc tradycyjnie zagracie swój koncert w Domu Kultury w Żernicy. Zawsze zaskakujecie konstrukcją koncertu, czego możemy się spodziewać w tym roku?

Bernard Hajduk: No, z tym zaskakiwaniem to mnie trochę połechtałeś. Ale rzeczywiście tak jest, bo jak się gra dla tych samych ludzi od 27 lat no to trzeba od czasu do czasu coś nowego przygotować. Myślę, że jest to też kwestia dorastania muzycznego. Cały czas eksperymentujemy, czegoś nowego słuchamy, czegoś się uczymy. A nasi słuchacze, zwłaszcza ci w Żernicy są zawsze bardzo wyrozumiali. No i jest też tak, że koncert listopadowy jest dla nas ograniem materiału, który gramy potem na koncertach przez następny rok do następnego listopada. A potem znowu coś nowego.  

Odpowiadając na twoje pytanie, tak w tym roku będzie coś ekstra nowego –  po raz pierwszy zagramy pełnego seta z naszymi autorskimi kawałkami. Graliśmy już wcześniej gdzieniegdzie kilka kawałków, a tym razem przygotowaliśmy, no może 9-10 naszych numerów, jak się uda. Większość powstała niedawno, chociaż jest jedna piosenka, która ma z 26 lat i chyba jeszcze nie była grana nigdy na żywo. Także będzie to też dla nas nowość. Liczymy na dobre wsparcie podczas koncertu.

fot. Kasia Budny. Od lewej: Grzegorz Niźnikiewicz, Bernard Hajduk, Krzysztof Szymaniec, Michał Wilczek, Mirosław Kłosek.

W.P. Przez lata zmieniał się Wasz skład, o czym pisałeś już na łamach „Informacji…”. Teraz chyba nastała stabilizacja. Czy to dlatego zaczęliście komponować autorskie kawałki? Co o tym zadecydowało?

B.H. Wiesz co, z tą stabilizację to naprawdę różnie bywa. Przez lata mieliśmy stabilny skład i bardzo cieszyliśmy się z tego. Kiedy zaczęły następować zmiany,  najpierw Krzysiu, jak go nazywamy ojciec założyciel,  a potem sztorm basistów. Był to bardzo trudny dla nas okres. Mogę powiedzieć że z trudem go przetrwaliśmy, ale podobno nic się nie dzieje przypadkiem. Dał nam siłę, trochę wystawił nas na próbę na ile chcemy grać, trochę też zdrowia kosztował, ale to doprowadziło do tej sytuacji, do tego gdzie teraz jesteśmy. Nie ma co czekać na lepsze czasy, bardziej stabilne czasy. Trzeba po prostu grać.

Nasze numery autorskie w nowym składzie zaczęły się już pojawiać jakieś trzy lata temu. Natomiast na początku tego roku problemy zdrowotne Krzysia, dały nam na tyle do myślenia, że uznaliśmy, że ten rok będzie rokiem kiedy wydamy to z siebie, kiedy dokonamy dzieła. Bo za chwilę może być za późno.  I poddamy się  waszej, naszych słuchaczy, krytycznej ocenie. A może z tego coś ciekawego wyjdzie.      

Letni koncert w czasie  Dni Knurowa pokazał że warto grać te kawałki. Była spina, było gorąco, były drobne załamania, ale daliśmy radę i dało nam to bardzo dużą frajdę, na tyle, że kończymy to dzieło.

Myślę też, że ważnym elementem stabilności o której mówiłeś, jest ekipa, nasi koledzy akustyk Adam Oleszowski i Mateusz „Styku” Styczyński i oświetleniowiec Wacław Czarnecki to stabilna i mocna ekipa. Adam i Styku akustycy naprzemiennie oraz Wacek pięknie dają oprawę, myślę że ludziom fajnie się tego ogląda i fajnie słucha właśnie dzięki nim.   

W.P. Powiedz coś o chłopakach z kapeli, znacie się tyle lat, jesteście trochę jak bracia. Pewnie jest trochę anegdot z waszych prób i koncertów.

B. H. O chłopakach nie będę opowiadał, bo chcę jeszcze z nimi pograć (śmiech). Poza tym stosujemy zasadę Las Vegas: to co się wydarzyło w Las Vegas zostaje w Las Vegas.

Dla mnie najbardziej anegdotyczna jest publiczność W Żernicy –  jej reakcja na naszą muzyką. Wiem, że się trochę podlizuję, ale to że nasi przyjaciele z Warszawy byli już dwa razy na koncercie w Żernicy  o czymś świadczy. Zresztą, w Warszawie też jest zawsze mega gorąco!

Mieliśmy też kiedyś niesamowite szczęście, coś w rodzaju cudu, bo na koncercie w Warszawie między setami pojawił się były basista zespołu Republika, Leszek Biolik. Gościnnie zagrał z nami jeden kawałek „Śmierć w bikini”, ale ponieważ to już było after party mocno w środku nocy, no to niestety nie nadaje się do opublikowania. A z Warszawą jest związana jeszcze jedna sytuacja. Kiedyś po koncercie, już w pokoju byliśmy strasznie głodni chcieliśmy zamówić coś, ale czas oczekiwania wynosił półtorej godziny. W związku z czym nasz kolega, który akurat żyje w Warszawie zaproponował nam że skoczy do najbliższej kebabowni. Po dwóch i pół godzinach kiedy nadal go nie było, zaczęliśmy się niepokoić, dzwonić do niego, niestety nie odbierał. Po około 3 h jakimś cudem znaleźliśmy się, właściwie on do nas dzwonił. Okazało się że zjechał windą do garażu na poziom -2, a niestety z warszawskich garażach, bez specjalnego kluczyka, nie da się wyjść, a zasięgu nie było. Ostatecznie wydostał się, ale trwało to 3 godziny.  A wiesz jak to jest na głodnego siedzieć.

fot. Kasia Budny

W.P. Jak udaje Wam się łączyć życie rodzinne, zawodowe z graniem w kapeli? Pewnie nie jest to łatwe, ale macie na to sposób skoro trzymacie się tyle lat.

B. H. Wiesz co, to jest chyba prostsze niż się wydaje. W naszym wieku trudno być rockandrollowcem. A ten rock and roll chyba się już troszkę, no dobra chciałem powiedzieć przejadł, ale może to jest złe słowo, przegryzł przetrawił i zmienił oblicze (ale to brzmi, ja cię kręcę). Zobacz jak teraz młodzież bawi się, żyje, trochę w swoim świecie wirtualnym, trochę na żywo. Ty biegasz – my gramy.  Jest energia, która potem przenosimy na rodziny, przyjaciół! Kosztuje to trochę czasu, ale daje nam napęd.

Także raczej nie mamy z tym kłopotów, aczkolwiek serdecznie dziękujemy naszym rodzinom za wyrozumiałość i cierpliwość. Przy czym tutaj największe podziękowania i ukłony kierujemy wszyscy w stronę żony naszego gitarzysty, która tydzień w tydzień znosi nasze próby, bo w tej chwili tak się składa, że próbujemy u kolegi Grzegorza w pokoju. Ela dziękujemy!         

W.P. Wróćmy do Waszego autorskiego materiału. Czy to oznacza, ze możemy się spodziewać wkrótce płyty?

B. H. Na razie tworzymy. Kombinujemy, aranżujemy, ogrywamy, wymyślamy. Bardzo chcielibyśmy żeby z tego powstała płyta. To jednak wymaga materiału na płytę – raz, nagrania jej w studiu, a to jest związane z kosztami – dwa. A korzystając z okazji, że będzie to materiał opublikowany, jeżeli czyta to jakiś menadżer albo ktoś kto chciałby nas wspomóc w organizacji koncertów, nagrań – to zapraszam do kontaktu.

W.P. Pozostaje nam więc zaprosić fanów rocka na andrzejkowy koncert 23 listopada do Żernicy. A my trzymamy kciuki i czekamy na płytę.

B. H. Z niecierpliwością czekamy na listopad. Trochę mamy stresa, ale liczymy na gorące przyjęcie, jak zwykle w Żernicy. No i oczywiście na huczne after. Do zobaczenia !

rozmawiał Waldemar Pietrzak